Ewa Łukasiewicz, Kobieta Łazarz
Monodram
Ewy Łukasiewicz pt.: Kobieta Łazarz oparty na tekstach i życiu
Sylvi Plath jest o odchodzeniu - to prawda, bo punktem dojścia
jest samobójcza śmierć bohaterki, ale przede wszystkim jest
o życiu, którego retrospekcję stanowi cały spektakl. O życiu
trudnym, skomplikowanym ale intensywnym. Ewa/Sylwia w dygresyjnym
monologu ukazuje siebie jako pisarkę, matkę, żonę, córkę,
kochankę, kobietę chorą, kobietę w impasie twórczym, kobietę
zdradzoną. Mówi o drobnych incydentach, wielkich sprawach,
o radości i rozpaczy swojego życia. Jej dynamiczny monolog,
który raz jest wyrazem cierpienia, innym razem wspomnieniem
szczęścia, ukazuje jakby kolejne strumienie życia, które spotykają
się w wannie pełnej wody, w której siedzi bohaterka. Woda,
w której odbywa się ta ostatnia mowa, oczyszcza Ewę/Sylwię
i pozwala jej pójść dalej, nawet jeśli tym dalej jest śmierć.
Mówi się, że jeśli chce się obmyć ze złych emocji - trzeba
usiąść w wannie i powiedzieć po prostu wszystko tak jak jest
a potem spuścić wodę wierząc, że ona zabiera od nas razem
z brudem także i ból.
To, co jest dla mnie najciekawsze w tym zdarzeniu teatralnym,
to połączenie siły i niejednoznaczności. Ewa tworzy postać
prawdziwą i silną choć pełną sprzeczności. Jest to portret
kobiety, usiłującej pogodzić role, które musi spełniać i próbującej
zrozumieć zdarzenia, które doprowadzają ją do obecnego miejsca
i stanu. Niezwykle silne i bliskie, myślę większości kobiet,
jest odczucie, że realizacja siebie w każdym aspekcie i w
pełni jest niezwykle trudna. Kobieta ciągle jest jakby w procesie
układania swojego życia w sensowną całość. Każdy wybór, decyzja,
rola, którą podejmuje rozbija dotychczasowy porządek jej życia
i wymaga wysiłku żeby je od nowa scalać. Aktorka pokazuje,
że tego rodzaju minidramat odbywa się w życiu codziennie,
że każdego dnia trzeba podjąć wysiłek układania zdarzeń, spraw,
wyborów tak by rzeczywiście decydować o swoim losie a nie
poddawać się nurtowi zdarzeń. Jest to więc monolog, w którym
na równi istnieją przypadkowe, drobne zdarzenia, gesty, zwyczajne
sytuacje i banalne rozmowy jak i sprawy wielkie, dramatyczne,
fragmenty poezji. Wybór bohaterki, która wychodzi z wanny
by popełnić samobójstwo w tym wypadku nie musi być wyrazem
słabości ale pełnym desperacji aktem woli, dzięki któremu
Sylvia po raz ostatni decyduje o sobie. Wybiera, odzyskując
dzięki temu panowanie nad własnym losem. Jest wyrazem niezwykle
przejmującego krzyku pisarki, który trwa w ciszy upewniając
nas w jej wyborze - zdecydowała się na bycie twórcą do końca.
Dla mnie oglądanie tego spektaklu było niemal intymnym przeżyciem,
a jest on tak silny, że myślę, iż będzie on takim przeżyciem
dla każdego z was, którzy przyjdziecie towarzyszyć Sylvi w
jej ostatniej drodze. |